Wiem, że naprawdę długo nic nie wrzucałam, ale wiecie - rok szkolny zaczął się na całego ;) Często nawet kiedy mam czas, jestem zmęczona po lekcjach. Nie brzmi to za fajnie, ale uczniowie na naszym etapie mają trochę ciężko, ale ja staram się nie narzekać, nie jest przecież najgorzej. W każdym razie bardzo przeszkadza mi to, że mam mało czasu, choć teraz będę starać się wrzucać coś jak najczęściej. Następny post pojawi się tuż po tym, lecz opowiadaniem niestety nie będzie.
Opowiadanie to napisałam w ostatni weekend wakacji. Często gram w kości, a że niemal cały czas myślę o Kronikach, narodził się ten oto pomysł :)
Państwo Ostrowscy, Ania oraz panna Ofelia rozmawiali przy stole, oczywiście w Bursztynowej Willi.
Lada moment mieli przyjść z zamku także Bartek i wujek Ryszard.
Obaj wpadli do domu umęczeni, spoceni i zdyszani.
-Chyba mieliście niezły trening - zaśmiał się profesor Ostrowski.
-Od czasu do czasu muszę dać dzieciakom wycisk - odpowiedział mu brat,
-Było ekstra! - Bartek cieszył się mimo zmęczenia.
-Odłóż rzeczy, gramy w kości. Zrobimy sobie mały maraton.
-Ja zapisuję - odezwał się Kasztelan.
Ostrowscy rozegrali osiemnaście gier. Niektórzy wygrali więcej niż jeden raz, a w rankingu zdecydowanie prowadził wujek. Jak to mówią, kto pisze ten wygrywa. Za to Ofelia miała okrągłe zero. Widocznie szczęście jej nie dopisywało.
-Masz jeszcze szansę - powiedział do niej Ryszard, gdy zaczynali ostatnią grę. Był jednak pewien kolejnego zwycięstwa (i tak wygraną miał w banku, ale musiał podbić statystyki), kiedy pannie Łyczko znów nie szło. Dobiła do ośmiuset punktów, gdy reszta już od trzech kolejek próbowała wyrzucić stosunkowo niewielkie liczby do tysiąca. Najlepiej ustawił się oczywiście Kasztelan. Jednak za każdym razem było albo za dużo, albo nic.
Gdy przyszła kolej na nią, panna Ofelia wyrzuciła... dwieście. Dokładnie tyle lub więcej potrzebowała.
-Zapisz proszę - ze słodziutkim uśmiechem zwróciła się do oniemiałego Ryszarda. Jego narzeczona lubiła zaskakiwać i przyzwyczaił się do tego, ale myślał że chociaż w takich głupich kościach sobie daruje.
-Zwycięstwo z klasą - mruknęła z uznaniem pani Beata.
Ania chciała się już położyć, więc pożegnała się z panną Ofelią i wujkiem i poszła na górę.
-Skoro skończyliśmy, zróbmy podsumowanie - Kasztelan spisał wyniki ogólne na kartce - Czwarte miejsce z jednym zwycięstwem - Ofelia, trzecie miejsce z dwoma zwycięstwami - ex aequo
Adam, Beata i Bartek, drugie miejsce z czterema zwycięstwami - Ania, pierwsze miejsce z siedmioma zwycięstwami - Ryszard.
-Następnym razem nie będę grała tak cienko i ci się nie upiecze - oświadczyła Ofelia.
-Już się boję - roześmiał się Kasztelan.
___________________________________________________
Proszę :)
Mam nadzieję że się podobało, bo ja w sumie nie wiem jak mi wyszło xD Ale chyba ok.
Następne opowiadanie powinno pojawić się w weekend.
Przypominam - jutro Wikia obchodzi pierwsze urodziny ^^
Komentarze mile widziane :)
środa, 17 września 2014
wtorek, 2 września 2014
Pewne rozważania...
UWAGA! TEKST ZAWIERA SPOJLER DOTYCZĄCY SIÓDMEGO TOMU. JEŚLI GO NIE CZYTAŁAŚ/EŚ, POMIŃ CZWARTY AKAPIT LUB CAŁY TEKST!
Hej! Na blogu na razie tylko dwa opowiadania, choć trzecie jest już napisane, a czwarte w trakcie. No ale wiecie, rok szkolny się zaczął ;) Boję się pana od historii... jest taki wymagający i straszny... ale głos ma idealny dla Ryszarda przynajmniej :) Jeśli chodzicie do szkoły lub studiujecie, podzielcie się proszę w komentarzu swoimi wrażeniami :) (Tak, mówię to na początku, bo potem zapomnę)
U mnie poza strachem jest ok. Mam nadzieję, że dogadam się z nauczycielami, bo wcześniej nie miałam jakichś problemów. Trochę się też obawiam, że nie nadążę ze wszystkim, ale chyba już przesadzam... w końcu to dopiero pierwsza gimnazjum ;)
Chcę też poruszyć kwestię dialogów i opowiadań, które się nie pojawią. Często będę o nich za to wspominać. Na przykład teraz.
W ostatni weekend wakacji napisałam dwa opowiadania - jedno z nich na pewno pojawi się jeszcze w tym tygodniu, być może jutro. Drugie nigdy nie ujrzy światła dziennego... bo jest oczywistą ingerencją w twórczość autorki. Napisałam je w sumie tylko dlatego, żeby pewnej osobie zobrazować moje myśli o fragmencie, który byłby fajny w ósmym tomie. Nazywa się "Babskie sprawy", a jego bohaterkami są Mary Jane i panna Ofelia. Pomyślałam, że Ofelia mogłaby z nią pogadać tak... normalnie. W końcu dziewczyna ma trzynaście lat, nie? W ogóle wydaje mi się, że zachowanie Ofelii trochę się zmieni przez to wszystko... z uśmiechem na twarzy to będzie chodzić na pewno z powodu taty (btw. ostatnio jak czytałam siódmy tom to tak realistycznie sobie wyobraziłam ten moment, w którym się spotykają, że płakałam chyba z pięć minut. Naprawdę współczuję osobom, które przeżyły coś podobnego), a jak do tego dołożyć zaręczyny, to naprawdę widocznie będzie happy. Tak przynajmniej myślę. A jak będzie, okaże się już (a raczej aż :( ) za dwa miesiące.
Z koleżanką też piszemy przecież dialogi. Większość z nich nie nadaje się do opowiadania (zawsze Ofelia i Ryszard się kłócą, ale nie przeze mnie :P), ale trochę o nich opowiem. Bo jakby się tak zastanowić, Ofelia jest przecież piękną kobietą, zawsze uganiają się za nią mężczyźni. Jakie więc musiała mieć powodzenie w latach szkolnych? Okazuje się, że kilkunastu tylko w liceum! I kilku w podstawówce (chyba nie muszę mówić, że za jej czasów nie było gimnazjum?). To już wydaje się nawet dziwne. A jedno źle złożone zdanie prowadzi do awantury. Ryszard zaczyna postrzegać swoją nową narzeczoną jako łamaczkę serc! A przecież to najbardziej romantyczna dusza w całym Zalesiu Królewskim! Czy to możliwe, żeby traktowała tych chłopców jak przedmioty? Jednak nie. Ona po prostu szukała miłości, co już nikogo nie dziwi. A ci wszyscy goście chodzili z nią tylko dla jej wyglądu. Atmosfera robi się nieco niezręczna, zwłaszcza że obok siedzą Adam i Beata. Jak to się skończyło? To będzie moja słodka tajemnica...
Hej! Na blogu na razie tylko dwa opowiadania, choć trzecie jest już napisane, a czwarte w trakcie. No ale wiecie, rok szkolny się zaczął ;) Boję się pana od historii... jest taki wymagający i straszny... ale głos ma idealny dla Ryszarda przynajmniej :) Jeśli chodzicie do szkoły lub studiujecie, podzielcie się proszę w komentarzu swoimi wrażeniami :) (Tak, mówię to na początku, bo potem zapomnę)
U mnie poza strachem jest ok. Mam nadzieję, że dogadam się z nauczycielami, bo wcześniej nie miałam jakichś problemów. Trochę się też obawiam, że nie nadążę ze wszystkim, ale chyba już przesadzam... w końcu to dopiero pierwsza gimnazjum ;)
Chcę też poruszyć kwestię dialogów i opowiadań, które się nie pojawią. Często będę o nich za to wspominać. Na przykład teraz.
W ostatni weekend wakacji napisałam dwa opowiadania - jedno z nich na pewno pojawi się jeszcze w tym tygodniu, być może jutro. Drugie nigdy nie ujrzy światła dziennego... bo jest oczywistą ingerencją w twórczość autorki. Napisałam je w sumie tylko dlatego, żeby pewnej osobie zobrazować moje myśli o fragmencie, który byłby fajny w ósmym tomie. Nazywa się "Babskie sprawy", a jego bohaterkami są Mary Jane i panna Ofelia. Pomyślałam, że Ofelia mogłaby z nią pogadać tak... normalnie. W końcu dziewczyna ma trzynaście lat, nie? W ogóle wydaje mi się, że zachowanie Ofelii trochę się zmieni przez to wszystko... z uśmiechem na twarzy to będzie chodzić na pewno z powodu taty (btw. ostatnio jak czytałam siódmy tom to tak realistycznie sobie wyobraziłam ten moment, w którym się spotykają, że płakałam chyba z pięć minut. Naprawdę współczuję osobom, które przeżyły coś podobnego), a jak do tego dołożyć zaręczyny, to naprawdę widocznie będzie happy. Tak przynajmniej myślę. A jak będzie, okaże się już (a raczej aż :( ) za dwa miesiące.
Z koleżanką też piszemy przecież dialogi. Większość z nich nie nadaje się do opowiadania (zawsze Ofelia i Ryszard się kłócą, ale nie przeze mnie :P), ale trochę o nich opowiem. Bo jakby się tak zastanowić, Ofelia jest przecież piękną kobietą, zawsze uganiają się za nią mężczyźni. Jakie więc musiała mieć powodzenie w latach szkolnych? Okazuje się, że kilkunastu tylko w liceum! I kilku w podstawówce (chyba nie muszę mówić, że za jej czasów nie było gimnazjum?). To już wydaje się nawet dziwne. A jedno źle złożone zdanie prowadzi do awantury. Ryszard zaczyna postrzegać swoją nową narzeczoną jako łamaczkę serc! A przecież to najbardziej romantyczna dusza w całym Zalesiu Królewskim! Czy to możliwe, żeby traktowała tych chłopców jak przedmioty? Jednak nie. Ona po prostu szukała miłości, co już nikogo nie dziwi. A ci wszyscy goście chodzili z nią tylko dla jej wyglądu. Atmosfera robi się nieco niezręczna, zwłaszcza że obok siedzą Adam i Beata. Jak to się skończyło? To będzie moja słodka tajemnica...
Subskrybuj:
Posty (Atom)